środa, 14 września 2011

Rokokowa Kokota


Krótka historia pewnego (historycznego) przejścia.

Cel zlokalizowany.


Szybki doładunek na domowym panelu.






Wpis do morskoocznej księgi przychodów i rozchodów i ruszamy pod Mnicha.








Pierwszy i trzeci wyciąg przypada Monice ...


... a z kluczowym rozprawia się Ola.


Radość na stanowisku.


Zostaje jeszcze trochę czasu na rozpatentowywanie nowych celów.










Po udanym dniu relaksik przy piłkarzykach ...


... lampce wina i pisaniu relacji dla poczytnych portali dla (głównie) mężczyzn.



Adrenalina Park


Kilka zdjęć z eddowego parku w Podzamczu.











Adrenalina Park

Na koniec historyjka z zamierzchłych czasów zasłyszana od mamy Edd'a:
- Jak się nazywasz dziewczynko ?
- Ja nie jestem dziewczynką ... Jestem Przemek !


niedziela, 14 sierpnia 2011

wtorek, 9 sierpnia 2011

Czterdziestolatek



Czterdzieści lat minęło, jak jeden dzień,
Już bliżej jest niż dalej, o tym wiesz.
Czterdzieści lat minęło odeszło w cień
I nigdy już nie wróci, rób co chcesz.
A świat w krąg Ci roztacza uroki swe i prosi żeby brać.



Czterdzieści lat, to dopiero brzmi dumnie.
Na doktorowe urodziny w Podlesicach stawili się (okraszeni niezliczoną ilością potomstwa) niemal wszyscy, trochę już wiekowi, niegdysiejsi luminarze lubelskiego wspinactwa. Znów, po latach, śnieżnobiały wapień mógł poczuć dotyk opuszków oraz smak podeszw butów tych, których podziwiałem i skrycie marzyłem by wspinać się jak oni.

Doktor - nobliwy solenizant, wciąż nietracący swojego fenomenalnego przybloku, mistrz patentowania na wędkę i wspinania się w wiecznym onsajcie, czwarty pogromca VI.5 w naszym mieście.





Prof. Anapulos - tęga buła, jeszcze tęższy umysł, mistrz techniki "cichej stopy" oraz ekspresowych dojazdów w skałki.





Banan - "połączenie Elvisa Presleya i Johnna Lennona z delikatną domieszką Chrisa Sharmy", jako młodzieniec swą charyzmą i nienaganną aparycją powodujący omdlenia wśród płci przeciwnej, obecnie dążący do figury idealnej - kuli.





Kondor Wielki - "postawny mężczyzna, oszczędny w ruchach, podniosły w słowach. Każdy jego gest znamionuje potęga spokoju". Jego zniewalający uśmiech przyciągał onegdaj tłumy kursantek, a buła budziła zazdrość kolegów. Piąty zdobywca VI.5 w Lublinie.





Tuptak zwany Brunem - "doskonale zbudowany młodzieniec
[młodzieniec - to napisano dość dawno], traktujący zarówno siebie, jak i swoje wspinanie, niezwykle poważnie", pogromca drabiny Bachara w systemie 3 x 3, w duecie z Bugim mój pierwszy wzór wspinaczkowy.





Zdero - przykładny ojciec, wzór cnót wszelakich, miłośnik taniego wina, niedyplomowany inżynier, drugi lubelak z sześć-pięć na koncie.





Nie udało mi się upolować z aparatem Burdzna, który gdy pierwszy raz przyszedłem na Kotłownię wszedł na samych rękach na duże przewieszenie, stając się tym samym bogiem, a mocą wciąż może zawstydzić wielu ładujących pięć dni w tygodniu.

I jeszcze trochę zdjęć różnorakich.



























Udział wzięli: Karaś - solenizant, Magda Karaś - żona i mama: Natalki, Szymona i Mateusza, Anopulos – brat cioteczny Yankesa, Agnieszka Anopulosa - szwagierka Karasia wraz z dziećmi: Justyną i Kubą, Magda Guz - siostra Karasia, Leszek Guz - szwagier Karasia i ich córeczka Małgosia, Przyjaciele: Banan z Olą, Zdero z Mandecką i Kają, Kondor z synem Jasiem, Bruno z żoną i córką, Lesser, Tomcio Chemiczny, Doris, Burdzan – sąsiad Karasia, Hubert, Radek - gospodarz „żółtego domku” wraz z żoną, trójką dzieci i rodzicami i chyba z grubsza to już wszyscy. Na zdjęciu „strażackim” brak Mandeckiej (karmi Kaję), Kondora (poszedł z Jasiem do sklepu) i Gospodarzy.





sobota, 6 sierpnia 2011

Miłość w windzie



Gosia na drodze 'Miłość w Windzie' VI.3+



wtorek, 26 lipca 2011

Choriso


Bracia Wyciślikowie plus Edd podczas alpinizmu niskopiennego na Sadku.













A wszystko pod czujnym okiem tropiciela wspinaczkowych fauli - Wasyla.




poniedziałek, 18 lipca 2011

Bożyszcze


Czy dane wam było spotkać kiedyś boga, który zstąpił na ten ziemski padół. Mi było dane.
Oto On.
Oto STEFAN !






niedziela, 19 czerwca 2011

Nie tak to miało być


Kiedy cztery lata temu, w słoneczne (co na tym wyjeździe było czymś zaskakującym), piątkowe popołudnie naciskałem spust migawki nigdy bym się nie spodziewał jaką historię będzie miało to zdjęcie. Właśnie zaczynał się kolejny tego roku wyjazd na Franken. Foremka była, cyfra sypała się jak z rękawa. Humory mimo ciągłej zlewy dopisywały. Było zajebiście.



Parę lat później Paweł spoglądał nam prosto w oczy z większości serwisów wspinaczkowych i nie tylko wspinaczkowych. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że się uda. Że jeszcze pojedziemy razem na FJ. Tak jak sobie obiecywaliśmy po odwołanej w ostatniej chwili zeszłorocznej majówce.



To było zdecydowanie ostatnie miejsce, w którym ktokolwiek chciałby to zdjęcie zobaczyć.
Do zobaczenia ziomuś.





środa, 8 czerwca 2011

Pasja Życia



[fot. D. Kaszlikowski]

Wszystko zaczęło się od tego zdjęcia.
Gdy pierwszy raz przyszedłem na Kotłownię już chyba wisiało na ścianie wyrwane z „Gór”.
„Paweł Wyrwa na drodze Powitanie Wiosny (VI.5+/6) - czego gorąco wam życzymy.” Sześć pięć plus na sześć – to brzmi groźnie. Tylko co to za cieć z blond grzywą.

Trzy lata później, kiedy siedząc z Bogdanem w redakcji Magazynu Górskiego dumaliśmy gdzie tu pojechać na wspin i znaleźliśmy ogłoszenie „dwa miejsca na Franken”, z doniesień prasowych już dobrze wiedziałem kto to.
Parkując w Mariental'u słowami „no to teraz zacznie się impreza” powitał nas właśnie Paweł. To były jego ostatnie długie wakacje przed rozpoczęciem tzw. „poważnego życia”. Tak rozpoczął się miesiąc zabawy i ostrego wspinania. Paweł jak nikt inny potrafił znaleźć idealną równowagę pomiędzy imprezą, a napinką sportową.



Jeździłem w skały z najprzeróżniejszymi ludźmi, ale to właśnie ekipa z Opola stała się „moją” ekipą. Trudno o gorszy wybór. Odległość 500 kilometrów to spora przeszkoda, ale nie sposób policzyć wspólnie spędzonych z „Zenkiem” tygodni na Franken, ilości imprez w Krakowie, dni na Kołoczku czy pod Okiennikiem. Całe to moje wspinanie wyglądało by całkowicie inaczej gdyby nie on.



Teraz zostały tylko wciąż niepokonane przez nikogo więcej jego drogi, setki zdjęć na moim kompie i jeszcze więcej wspaniałych wspomnień.


"Pasja Życia" VI.5+/6, Kobylany