Żar z nieba nie odpuszcza. Jesienne chłody pozwalające na konkretny wspin wciąż nie chcą nadejść ... Na pocieszenie kilka niezbyt powalających fotek z wyjazdu.
Żar z nieba nie odpuszcza. Jesienne chłody pozwalające na konkretny wspin wciąż nie chcą nadejść ... Na pocieszenie kilka niezbyt powalających fotek z wyjazdu.
Nie wiem czy to duża ilość wyjazdów przekłada się na większą ilość bezsensownych pobytów w skałkach. Nie dość, że spodziewane ochłodzenie nie nadeszło, smalec na chwytach '... Implantów' jak był, tak jest nadal, do tego jakieś towarzysko kwaśne klimaty, a na sam koniec tak mnie roztrzęsło na 'Ataku Glonów', że musiałem capnąć się ekspresa w zjazdówce. Żeby to jeszcze zbułowało mi łapy, a tu piprzony telegraf mnie zrzucił.
Mimo niezłej chamówy odpierdzielonej przez część ekipy, rekonesansowy wyjazd do podkieleckiego Wyknia można zaliczyć do udanych. Przez chwilę można było poczuć się jak w hamerykańskich rysach. Miękkiej gry nie było, a i z faka ciężko było przydrzeć ;)
Narazie wygląda to jak krajobraz po przejściu frontu spod Verdun, ale na wiosnę będzie pięknie :)
Choć wycinka ujawniła też pewne minusy tego miejsca. Za potrzebą trzeba będzie się przespacerować niezły kawałek w najbliższe krzaczki, ale przede wszystkim z dalszej perspektywy skałki Zborowa okazują się nieźle małymi, połogimi parchami. Aż śmiać się chce, że jeszcze niedawno przechodziło się pod Murzem Wyklętych z zapartym tchem. Ot taki niski murek jakich pełno na Jurze.
Szczere gratulacje i życzenia dalszych sukcesów w tej jakże wymagającej dyscyplinie, jak również we wspinaniu.
Nic więcej nie piszę, bo tylko szydera z biegania w pionie przychodzi mi do głowy ;)
Tego weekendu w Lublinie powiało grozą. Trójka śmiałków (Janek Gałek, Damian Czermak oraz Faith Dickey z USA) próbowało przedostać się z budynku urzędu miasta do biurowca urzędu marszałkowskiego. Niby nic w tym dziwnego i trudnego, ot jeno przejść przez ulicę i już. Ale oni nie chcieli iść na łatwiznę. Postanowili przemaszerować 40 metrów nad ziemią ponad piędziesięciometrowy dystans dzielący oba obiekty po zaledwie trzycentymetrowej szerokości tasiemce. Niestety się nie udało się dostać tą drogą w "gościnne" progi marszałkowskiego biurowca, choć było całkiem blisko. Mimo to i tak miło było popatrzeć na te próby (a w szczególności "loty" w czeluść), choć zdecydowanie zabrakło dynamiki i akcji, by zatrzymać na dłużej publiczność zgromadzoną na ulicy Lubomelskiej.
Wsześniej na skwerku nieopodal można było spróbować swoich sił na slack'u rozwieszonym nisko nad ziemią oraz drugim rozpiętym wyżej, między drzewami. Były pokazy iście cyrkowych sztuczek i spektakularne "loty" po straceniu równowagi.
Publika i arena zmagań.
Karolina, przyszła pani Imperatorowa, ciśnie 'Czarcie Harce' VI.2 na Okienniku Wlk.
Świetna 35cio metrowa droga, która została przywrócona do "używalności" po akcji wymiany asekuracji na całym Okienniku. A jeśli już o wymianie ringów mowa, to trzeba złożyć wielkie podziękowania prezesowi 'Naszych Skał' - Włodkowi aka. Jacoosiowi, który wyszystko koordynował, a przede wszystkim odwalił największą część roboty. Dziękówa :)
'Zapraszam wszystkich do ...
... ciężkiej pracy.'