sobota, 15 kwietnia 2017

Pisanki



Niestety okazało się, że inwestycja w dwa pęczki zieleniny była niewystarczająca, potrzeba chyba z kilogram, więc zielone wyszły białe. Za to niebieskie i żółte są całkiem, całkiem. Także w koszyku unijne barwy.


czwartek, 13 kwietnia 2017

Zimny


Daszka i Gosia w Zimnym Dole.








sobota, 18 marca 2017

wtorek, 14 lutego 2017

Tyniec


Mgliste widoki na Tyniec.




poniedziałek, 13 lutego 2017

piątek, 3 lutego 2017

Tryptyk konserwatywno-narodowy, część druga.



Tym razem nieco odleglejsza wycieczka śladami "prawdziwej Polski". Polski, której tradycje tolerancji mogły być wzorem dla Europy i wzorcem do naśladowania dla współczesnych Polaków, którzy przez lata sowieckiej indoktrynacji zapomnieli o swoich korzeniach. 

Kirkut w Biskupicach. 


Muzułmański mizar, na którym pochowani są oficerowie wojska polskiego, powstańcy oraz poseł na Sejm Królestwa Polskiego. 


Cerkiew w Mycowie.

Na koniec, podsumowując tryptyk, przypomnienie do czego może prowadzić tolerancja (władz) dla nietolerancji.


Pomnik zagłady w Bełżcu.


środa, 25 stycznia 2017

Jurajski TOP TEN


Co prawda nie jestem ani znanym, a tym bardziej silnym, wspinaczem, ani eksploratorem odkrywającym co roku nowe, imponujące sektory skalne. Nie jestem też podróżnikiem, który zrobił osiemnaście tysięcy dwieście dziewięćdziesiąt pięć dróg w trzystu piętnastu rejonach w czterdziestu dwóch krajach. Jestem zwykłym szarym, trzecioligowym wspinaczem, który uwielbia nasze białe skałki. A że widziałem niemalże wszystkie jurajskie urwiska, na których jest jakieś wspinanie, ośmieliłem się sprokurować swoje własne „Jurajskie TOP TEN”. Mimo że formuła jasno ustala obszerność takiego zestawiania, to udało mi się cichaczem przemycić przeszło pięćdziesiąt interesujących wspinaczek. Aczkolwiek perełek na Jurze najdziecie jeszcze więcej.
Zapraszam.

1. Leserówka VI.4 (Duży Pochylec)

Nie ma to jak zacząć od własnej drogi, którą dodatkowo ochrzciło się własną ksywką. Niemniej, obiektywnie rzecz biorąc, jest to jedna z najładniejszych dróg na Jurze. Ot, trafiło się ślepej kurze ziarno. Blisko trzydzieści metrów wspinania, bez małych, jurajskich chwytów. Ciąg, który nie pozwoli przysypiać nawet na dojściu do „łańcucha”. Początek to dość proste wspinanie, ale w interesujących formacjach, później niebanalny fragment po wielkich odciągach. Trudniejsze miejsce przed wielką dziurą w środku ściany, za nią drugi kruksik i dobre 10 metrów do końca po przepięknej, jurajskiej płycie z dalekimi ściągnięciami od klamki do klamki.
Droga kluczy nieco po ścianie, ale w końcu miała to być najłatwiejsza propozycja tej części skały (stąd też nazwa), ale jak się okazało, duże chwyty nie gwarantują niskiej cyfry. Środkowa część posiada, trochę wciśnięte na siłę, prostowanie wytyczone przez Grześka Rettingera, obite przeze mnie, a poprowadzone przez Asię Niechwiedowicz. „Prosotwanie Leserówki” VI.3+/4 odbiera ciągu i kilkanaście interesujących ruchów. Z kolei wielkiej dziury na wprost do góry biegnie wariant „Mister Twister” VI.4+ - prawdziwy jurajski hard-core.
Po sąsiedzku znajdują się jeszcze dwie perełki wymykające się definicji typowej jurajskiej drogi. „Dogięcia Zwierzęcia” VI.3+ braci Kraszewskich oraz „Sen Typa” VI.4 Grześka Rettingera. Trójca ta w połączeniu ze „starym” Pochylcem daje możliwość zasmakowania „wesotwych” przechwytów w jurajskiej skale. W urodzie pochylcowe linie ustępują jedynie pobliskiemu, nieodżałowanemu Łaskawcowi.

[fot. Marcin "Śruba" Ciepielewski]


2. Powitanie Wiosny VI.5+/6 (Okiennik Wielki)

Droga pojawiająca się w dużej części podobnych zestawień.  Wznoszący się nad ścieżką przewieszony kant, który pokonujemy w dużej części „na misia”. Duże jak na Jurę chwyty, przewieszenie, ciąg i niebanalne ruchy to musi być przepis na sukces. Droga żywej legendy polskiego wspinania Mirka Wódki to perełka warta każdej godziny spędzonej na treningu. Dodatkowym plusem zarówno „Powitania Wiosny” jak i dużej części dróg na „Oknie” jest to, że znośny warun panuje tu zarówno przy 10*C, jak i 35*C.
W najbliższej okolicy znajdziemy jeszcze masę doskonałych wspinaczek. Tzw. „zestaw okiennicki”: „Droga Jungera” VI+, „Droga Bodhisatwy” VI.2+, „Dzień Jak Co Dzień” VI.3 (ta ostatnia oczywiście czynna jest od połowy roku, gdy gniazdujące na niej ptaki opuszczą legowisko) to zestaw obowiązkowy Okiennika. „Władca Pierścieni” VI.4+/5, „Samotność Długodystansowca” VI.5, „Czarcie Harce” VI.2, „Mały Książe” VI.5/5+, „Zimne Łapki” VI.1+, „Oko Sokoła” VI.1+/2. Większości tutejszych dróg nikt nie będzie żałować.

[Marcin Wszołek "Powitanie Wiosny"]


3. Magnetowid VI.3 (Rzędkowice)

Rzędkowice – jurajska Mekka. Przed każdym związaniem się liną polski wspinacz powinien pokłonić się w stronę Lechfora. Ten blisko kilometrowej długości mur skalny wznoszący się wzdłuż pól wsi Rzędkowice, to dla wielu miejsce wyjątkowe i choćby „wszystko było już zrobione”, to zawsze miło się tu pojawić, szczególnie we wczesnowiosenne słoneczne dni. Spotkać tu można kursantów walczących w kominach na Wysokiej i przeładowanych bulderowców na Kamieniu poniżej. Weekendowych wspinaczy z rodzinką wyślizgujących po raz setny na wędeczkę ściany Lechfora oraz lekko napiętych sekcjowiczów walczących o swoją życiówkę zaraz obok. Rzędki mają swój niepowtarzalny klimat.
W samym środku rzędkowicekiego muru, na Turni, nomen omen, Kursantów, znajdziemy kolejną perełkę. Niewysoki, szczególnie jeśli porównać do sąsiedniego Lechfora, filarek upstrzony niezliczoną ilością dziurek. „Magnetowid” to znów droga, gdzie nie znajdziemy jurajskich „picioków”. Przewieszony start po dużych chwytach, możliwy do pokonania na milion sposobów (ilość ruchów od trzech do szesnastu – w zależności od parametru). Za przełamaniem czeka na nas kruks w postaci włożenia kasety do otworu magnetowidu. Ciekawe czy młodzież w ogóle będzie wiedzieć o co chodzi. Dalej już wiosłowanie do końca po pozytywnych klamkach. Droga z pewnością warta zrobienia. Na rozgrzewkę obowiązkowy „Komin Lechfora” VI, do tego można dorzucić „Skowrka-Wacha” VI+, „Magnezjówkę” VI.2, „Nikodemówkę” VI+ i wiele innych okolicznych klasyków z „Dupą Biskupa” VI.5 na czele.

[Arek Smaga "Magnetowid"]


4. Oszołomiony Oszołom V (Podzamcze)

Podzamcze to perła jurajskiego krajobrazu. Ruiny olbrzymiego zamku Ogrodzieniec, otoczone przez białe zerwy wapiennych skał. U stóp zamku przycupnięta, mocno już niestety skomercjalizowana, wioska. Gdyby nie tabuny turystów było by tu sielankowo. Są jednak plusy i choć przez chwilę można poczuć się bohaterem spacerującej wokół zamku gawiedzi. Wprost z zamkowych murów wyrasta, może ze wspinaczkowego punktu widzenia niezbyt powalająca, ale niewątpliwie efektownie położna skała – Niedźwiedź. „Oszołomiony Oszołom” to jedna z kilku propozycji poniżej stopnia „skrajnie trudno” na tej skale i jedna z najbardziej klamiastych dróg w naszych skałach. Kilkanaście metrów wiosłowania po olbrzymich dziurach na ścianie, z której roztacza się piękny widok na zamek. Droga warta zrobienia, również dla pięknoduchowskich doznań.

[Kasia Szyport "Oszołomiony Oszołom"]


5. Lekcja Tańca VI.4 (Góra Kołoczek)

Klasyk w zacisznym miejscu innego matecznika północnojurajskiego wspinania – Podlesicach. Skała Ze Spadającymi Gwiazdami leży nieco na uboczu głównego spiętrzenia Góry Kołoczek, choć po reekipacji zrobiło się tutaj jakby bardziej gwarno. Podnóże „Lekcji Tańca” otoczone jest z trzech stron przez skały i otwiera się tylko na panoramę położonego nisko lasu ciągnącego się aż do Kostkowic i Kroczyc. Sama droga, to kolejna, obok „Magnetowidu”, perełka autorstwa Piotra Korczaka. Start rysą i kilka zgięć po dobrych dziurkach doprowadza nas pod zdecydowane trudności stanowiące o wycenie drogi. Trzeba się wykazać i techniką i przytrzymaniem mniejszych, ale nie mikroskopijnych, chwytów. Dalej zdecydowanie odpuszcza, choć spaść można jeszcze spod samego łańcucha.
Oczywiście na Kołoczku znajdziemy całą gamę klasyków wartych przejścia. „Podwójna aspirynka” IV, „Prostowanie Jarzębinki” VI+, „Kołkówka” VI.1+, „Pajączki” VI.3, „Ścieżka Zdrowia” VI.4, czy też rzadko powtarzane, a znajdujące się  vis-à-vis „Lekcji Tańca”, „Jesienne Pejzaże” VI.4+ i wiele innych.

[Karina Mirosław "Lekcja Tańca"]


6. Rotunda VI.1+ (Dolina Będkowska)

Gdyby ta droga posiadała ringi, stały by pod nią wieczne kolejki. Całe szczęście tak nie jest i można zażyć prawdziwie męskiej przygody na prowadzeniu zgarniając rękami pajęczyny „po pachy” i być pierwszym zdobywcą bywa, że i od lat. Czarne, przewieszone zacięcie po klamach na skale o tej samej nazwie w masywie Bramy Będkowskiej wywiesza się nad szlakiem biegnącym boczną odnogą największej z podkrakowskich dolinek – Doliny Będkowskiej. Jeśli mało ci doznań spod znaku jurajskiego „tradu”, to po drugiej stronie wąwozu czeka Zjazdowa Turnia z zarówno łatwiejszymi i trudniejszymi drogami. Jeśli zaś wolisz wpinać się już w srebrne kółeczka, to Dolina czeka z kilkoma setkami dróg.

[Maciek Dziedzic na innym 'tradowym' klasyku Będkowskiej - "Zachodni Komin Iglicy]


7. Taniec Ze Słoniem VI.3 (Grochowiec)

Droga biegnąca przez wielką dziurę na środku płyty Grochowca Wielkiego w Ryczowie. Niezbyt przyjemny start (niestety jak na dużej części sąsiednich dróg), kilka ruchów i możemy spokojnie ułożyć się na szybką drzemkę w olbrzymiej dziupli. Niebanalny kruks czeka na wyjściu z dziupli, a droga do szczytu to parada perfekcyjnych jurajskich wymyć. Droga z ewidentnie trudnym miejscem, ale do samego końca trzeba być skupionym i rozważnie dobierać obławe miski.
Grochowiec to nie tylko „Taniec Ze Słoniem”, ale cała gama świetnych dróg w szerokiej gamie trudności. Urok większości z nich ujmą wspomniane już parszywe starty, ale „Lonestar” VI.4+, „Solaris” VI.4+, „Doleżychówka” VI.1+ (to propozycja obowiązkowa obok „Tańca Ze Słoniem”), czy „Country Roads” VI to wszystko wyśmienite wspinaczki.

[Agata Wiśniewska "Taniec ze Słoniem]


8. Bejrut VI.3+ (Liban)

Nie bez kozery Kraków nazywany jest stolicą polskiego wspinania. Nie dość, że na Jurę dojeżdża się miejskim autobusem, w Tatry jest rzut beretem, to na obrzeżach ścisłego centrum znajdziemy trzy rewelacyjne rejony wspinaczkowe. Dawne kamieniołomy: Zakrzówek, Krzemionki i Liban, to przede wszystkim trzy pionowe ściany odcięte jak od linijki i unikalne jak na jurajskie warunki wspinanie. O ile na Zakrzówku, na Krzemionkach w mniejszym stopniu, jest zawsze gwarno, o tyle Liban jest ostoją ciszy i spokoju. Będąc tam kilkanaście razy nie spotkałem nikogo, a po trzydziestometrowej, niewyślizganej skale hulał jedynie wiatr. Może to wina mitów o niebezpiecznym obiciu, może odstraszają solidne wyceny, a może zniechęca niewspółmierny do cyferki wysiłek, jaki trzeba włożyć w każdą, łącznie z rozgrzewkową, drogę.
„Bejrut” to linia biegnąca idealnie środkiem tej imponującej ściany. Trudno jest już na starcie i przedarcie się do drugiego jest chyba najtrudniejszym miejscem drogi, ale dalej, aż do końca, też nie będzie łatwo. Godne polecenia są niemal wszystkie drogi na tej ścianie. Rozgrzewkowa, acz niełatwa i nieco nieprzyjemna na końcu „Zaciętość” VI.1, wariant do „Bejrutu” – „Nostalgia Długich Cieni” VI.4/4+, „Wizja Lokalna” VI.2, „Libanacja” VI.2/2+, „Taliban” VI.5. Gdyby było wam mało, to kilkaset metrów dalej znajdziecie perły Krzemionek: „Rysa Lisa Syfilisa” VI.1+, „Esteci” VI.3/3+ (perełka!), „Metylowe Opary” VI.4+. Jeszcze kilka przystanków autobusem dalej czekają zakrzówkowe klasyki: „Freney” VI.2+, „Prawe Nity” VI.4 (pierwsze sześć-cztery w Polsce). W Krakowie zdecydowanie jest gdzie się powspinać.

[Weronika Krauze na najpopularniejszej krakowskiej sześć-czwórce "Prawych Nitach"]


9. Witaj w Urdukasie VI.1+ (Brzuchacka Skała)

Wracamy na północ w okolice Ryczowa. Brzuchacka, choć przy drodze, leży jakby na uboczu zainteresowań wspinaczy, choć w ubiegłym, dwa tysiące szesnastym roku, została trochę „odczarowana”. Znajdziemy tutaj najbardziej przyjemnościowe sześć-półtora na Jurze. „Witaj w Urdukasie” to solidne zginanie między wielkimi klamami w pionowej płycie. Bez żadnego małego chwytu, wszystko się zagina, dziur nie jest za dużo, po prostu wiosłowanie od klamy do klamy. Nawet zatwardziały panelarz będzie zachwycony. Sąsiedniej sześć-jedynki już bym nie polecił, bo raz, że nieciekawa, a dwa, że trochę niebezpieczna na początku. Za to już za rogiem znajduje „Bita Danka” VI.5, jedna z bardziej interesujących dróg w okolicy, podobnie jak „Wybranka Franka” VI.5 i nowość Marcina Wszołka „Szybka Selekcja” VI.6 oraz kombinacje tych trzech.

[Marcin Wszołek wspina się na Brzuchackiej Skale]


10. Filar Wyklętych VI.1 (Góra Zborów)


„Last but not least” znów Podlesice i tym razem Góra Zborów z ultra-klasykiem „Filarem Wyklętych”. Ciężko o bardziej urozmaiconą drogę. Na starcie możemy zaimponować koleżance z sekcji robiąc go na rękach. Dalej diagonalnie po dziuplach wchodzimy w typowy, jurajski fragment płytowy, który to po chwili zamienia się w niebanalną rysę, którą dostajemy się na wielką półę, gdzie możemy na chwilę przysiąść i odpocząć przed kluczowymi trudnościami. Trawers po klamach, ale ze słabymi stopniami doprowadza nas do miejsca gdzie trzeba solidnie zgiąć ramię. Dalej parę ruchów i już prawie jesteśmy na szczycie tego imponującego urwiska. Przy dobrej pogodzie ze szczytu na horyzoncie dopatrzyć się można skał Podzamcza i zamku Ogrodzieniec.
Oczywiście Góra Zborów to kopalnie świetnych wspinaczek, a prawie wszystko na prawo i lewo od „Filara Wyklętych” warte jest zrobienia. Poczynając od „Dziurek Marczaka” V+ i „Nikodemówki” V+, przez „Plemnik” VI.1, „Czerwone i czarne” VI.2+, „Miłość w Windzie” VI.3+, „Science Fiction” VI.4+, a kończąc na „Łowcy Dziurek” VI.5+/6 i „Wściekłych Psach” VI.6+. Warto odwiedzić też leżące nieco na uboczu Sadek czy Rygiel.
Jeśli nie będzie wam żarło na „Filarze Wyklętych”, pamiętajcie, że jak głosi lokalna legenda, jedyny wspinający się Podlesiczanin – Henio Welon zrobił tą drogę w kaloszach.

[Alicja Bykowska "Filar Wyklętych]


sobota, 21 stycznia 2017

piątek, 6 stycznia 2017

wtorek, 27 grudnia 2016

Tryptyk konserwatywno-narodowy, część pierwsza.


Zgodnie z rozbudzonymi ostatnio trendami patriotycznymi postanowiłem zrobić sobie spacer ścieżką lubelskiej tradycji. "Prawdziwi Polacy", którzy w większości na lekcjach historii w podstawówce słuchali brzuchem, a nie uchem, nawet nie są świadomi, że pośród większość z nich w żyłach płynie krew "nieczysta narodowo". Szczególnie tutaj, po prawej stronie Wisły.

Na szlaku bliskiego mi lubelskiego konserwatyzmu natrafiłem na kirkut, kościół protestancki i cerkiew. 



  




poniedziałek, 12 grudnia 2016

Daszka


Dwa ujęcia dwukrotnej zwyciężczyni rzeszowskich zmagań bulderowych.




czwartek, 10 listopada 2016

piątek, 30 września 2016

Jeszcze beton nie zginął ...


Jacek na "Jeszcze nie zginęła..." w Dol. Brzoskwinki

czwartek, 22 września 2016

Hoabeschwerde und Hirtensteine


Najbardziej malownicze miasto i skały na polskim Śląsku.




środa, 21 września 2016

Wczasy w Potoszynie


Jurij jako przedstawiciel obcej cywilizacji, był bardzo rozbawiony faktem, że mamy polskie nazyw na wiele zagranicznych miast. Stąd też pojawiła się koncepcja spolonizowania frankenjurajskich miejscowości. Tym sposobem Pottenstein został Potoszynem, a Gößweinstein Gezwiszowem.

Zdjęć nie ma zbyt wiele, bo ekipa ubrała się w kolory maskujące i ogólnie niewyględni byli.

Jawor próbuje "Boiling Point".

Przedsmak jesieni.


środa, 14 września 2016

Katastrofa


No i po moich marzeniach o lubelskim sześć-szóstkowym podium ... Gosia poprowadziła jako trzecia (po Muppecie i Jarku) ścieżkę opisaną taką srogą cyfrą. 

Gosia na "Chomeinim" VI.6

Więcej tutaj: kotłownia.org