sobota, 11 grudnia 2010

climb.es


Wspomnień z Siurany ciąg dalszy ... 

Mateusz ...


... Aga ... 


... Łuaksz ... 


... Duśka ... 


... Bogdan ... 


... Zośka ... 


... i Pan Leszek


 

piątek, 10 grudnia 2010

Kotłownia Beauty



[foto: Śruba]
 
 

wtorek, 7 grudnia 2010

Carrer del Pilar 16







Siurana

O wiosce Siurana słyszałem i czytałem już dawno. W końcu to miejsce, które odcisnęło swe piętno w historii Hiszpani. Historii wspinaczkowej przede wszystkim. Olbrzymie urwisko wbijające się taflę jeziora 300 metrów poniżej. Utopiona we wzburzonym ocenie górskich szczytów sięgających aż po horyzont. Mała, zagubiona wioseczka, zamieszkała przez mniej niż dziesięć osób - katalońskich staruszków, którzy nie mają innego miejsca na ziemi niż to. Ten surrealistyczny kawałek skały zawieszony gdzieś pod niebem.
A gdzie tam, to tylko bajki. Sklep, restauracja, refugio, sznur aut zaparkowany wzdłuż drogi, weekendowe tłumy turystów. Może dwa, trzy domki, które nie zostały jeszcze odremontowane. Turystyka wielkimi krokami wkroczyła do starej Siurany. Jedynie malutki kościółek stojący na krawędzi urwiska, na samym końcu wioski, powoli chyli się ku upadkowi, cierpliwie czekając aż ktoś i nim się zaopiekuje. Nie sposób zajrzeć do środka ani przez zabite na głucho drzwi, ani przez cienkie szparki okien, skonstruowanych tak by z wnętrza, niczym z ostatniego bastionu katolicyzmu na świecie, można było odeprzeć ataki muzułmańskich hord. Co powodowało ludźmi by osiedlić się na takim krańcu wszystkiego. Czyżby leżący w ruinie castello miał chronić projekty wspinaczkowych ekstrem leżących u jego podnóża ? Bo cóż innego.

































niedziela, 5 grudnia 2010

Agnieszka


Ksywa 'Banan' zawsze kojarzyła mi się z lekko otyłym wesołkiem wprost z kotłownianej piwnicy. A tu proszę, 'Banan' w dużo przyjemniejszej dla oka odsłonie ;)


Agnieszka na 'La Creme' 8a, Siurana
 
 

wtorek, 30 listopada 2010

Boys don't cry



Lena na drodze 'Boys don't cry' 7c, Siurana

 

poniedziałek, 29 listopada 2010





niedziela, 28 listopada 2010

The Players


W tych zmaganiach zwycięzca był z góry wiadomy. Byłem bez szans. Z wyuczonym przez tysiąclecia stoicyzmem wapienny mur odpierał moje co raz mniej śmiałe ataki. Zapasy glikogenu mięśniowego już dawno uległy wyczerpaniu. Byłem bez sił. Ogarniała mnie powoli całkowita rezygnacja. Dziesięć lat treningów. Tysiące wyrzeczeń. Życie osobiste, kariera ... czymże one są wobec tego ciągu przechwytów na lekko przewieszającym się urwisku. Jednak nie dawałem rady. Leżałem na łopatkach, jeśli można tak oreślić bezradne wiszenie w uprzęży pośród oceanu wapienia. Nie pozostawało mi nic innego niż się poddać.
W momencie gdy już miałem krzyknąć do asekuranta żeby opuścił mnie na dół, zza załomu skalnego wyszedł ON. Skalny heros. Bohater opowieści, autor fantastycznych przejść, twarz spoglądająca z okładek kolorowych magazynów i plakatów, światowego formatu sportowiec - Łukasz Dudek. Otoczony aureolą sławy mistrz nad mistrze. Nieśmiało zapytałem: "Łukasz. Co mam zrobić ?". Stalowy tembr głosu herosa rozbrzmiał w mych uszach. Niczym grecki bóg ze szczytu Olimpu władczo odpowiedział: "Idź do góry !".
Poszedłem.

















[aparat trzymał Łukasz]

Jeszcze parę lat treningów i będę mógł zacząć myśleć o Tatrach. A potem, kto wie ? Może w końcu będę w stanie wspiąć się na K2 ...
 
 

Adwertajzing



[Pomysł i wykonanie: Cornudella Advert Group]



czwartek, 11 listopada 2010

Last trip, vol. 1 - w drodze



No to ogień. Ucieczka z liściopadowej Polski w końcu doszła do skutku. Kierunek słoneczna Hiszpania (choć autochtoni powiedzieli by raczej Katalonia).
Po obowiązkowym "grobbingu" ładujemy się do edowej furmanki i nieśpiesznie ruszamy w kierunku pomarańczowych urwisk Siurany. Po drodze zahaczamy o francuski St. Leger. Dwa dni rozruchu w tamtejszym pionowym i przewieszonym gruzie nie przyprawia nas o orgazm wspinaczkowy, wręcz przeciwnie jesteśmy nieco zdegustowani. Sytuację ratuje doborowe towarzystwo Heróda i Studenta. Przed nami Hiszpania.



Problemy nawigacyjne.


Ciężkie przeprawy.


Wykwintne francuskie restauracje.


Pięciogwiazdkowe hotele.






Wioska St. Leger w całej okazałości.


Łukasz walczy (nieskutecznie) na jakimś 8a w St. Leger.


poniedziałek, 1 listopada 2010

Dzikie Pola


"Nadbużna okolica podlaska nie jest ani piękna, ani wesoła, ale tęsknie poważna i pokochać się w niej można".
Józef Ignacy Kraszewski

Bycie robolem ma takie plusy, że można znaleźć się w całkiem ciekawych miejscach. Tak też było w ostatnim tygodniu.
Blisko dwieście kilometrów przejechanych wzdłóż granicy z Ukrainą, od Woli Uhruskiej po Hrebenne. Dzikie Pola ... Obszar zawiłego splotu problemów narodowościowych i religinjnych. Łącznik kultur i świadectwo wieloetniczności dawnej Polski.
Niby nic ciekawego. Płasko, w większości bezleśnie, brak spektakularnych zabytków ale jest tam coś co sprawia, że jak pisze Kraszewski "pokochać się w niej można". Spokój i sielanka zaprawione fascynującym świadectwem historii.
Tygiel narodów ... a w tym tyglu potomek Tatarów, Żyd i ja.



















Szkoda, że w ogóle nie było czasu na dokładniejsze rozejrzenie się po okolicy. Ale na pewno trzeba będzie tam wrócić.