... czyli śliczna Niemka na trudnej skałce.
niedziela, 3 sierpnia 2014
czwartek, 24 lipca 2014
wtorek, 22 lipca 2014
czwartek, 17 lipca 2014
Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść
Przygotowania tradycyjnej, polskiej piccy.
Zdjęć z gotową tradycyjną, polską piccą nie ma, bo znikła w 3 sekundy.
środa, 9 lipca 2014
Nadwiślański "west"
Drugi, po Mamutowej, przewis Rzeczypospolitej, czyli tyniecki okap Skurwysyna.
Po "Małpim Gaju" VI.4+ wspina się Ola.
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Jarek w Sokolich Górach
Zbawianie Polski to nie byle jakie zajęcie. Wymaga poświęcenia i energii. Nawet Jarosław musi od czasu do czasu "doładować akumulatory". Nieskalana ręką człowieczą przyroda Rezerwatu Sokole Góry jest doskonałym miejscem na oderwanie się od wszelkich problemów trapiących naszą Ojczyznę. Tutaj na chwilę można zapomnieć o ruskich pachołach i ukrytej opcji niemieckiej rozdzierających Kraj. Śpiew ptaków oderwie, choć na sekundę, każdego od snucia planów usunięcia zdrajcy z Kaszub, dając wytchnienie przeciążonemu mózgowi.
Tak, nawet Jarosław Polskę Zbaw musi czasem wyjść na spacer "w plener".
czwartek, 5 czerwca 2014
piątek, 9 maja 2014
Brown Point
Kiedy w latach siedemdziesiątych śp. Kurt Albert tworzył podwaliny pod obowiązujący dzisiaj styl Red Point nie widział konieczności tworzenia większej ilości stylów. W owych czasach, by się wspinać trzeba było mieć po prostu psychę i pamiętać, że wejście w ścianę może zakończyć się wyżej niż zamierzamy - w niebie.
Czasy się zmieniły. Ścianki, materacyki, perfekcyjnie poobijane drogi. To wszystko sprawiło, że u większości wspinaczy występuje deficyt psychy, a że świat nie znosi próżni, to pojawił się nowy styl dla tych, którzy się boją. Nie będę się już rozwodzić nad etymologią nazwy Brown Point, ale chyba każdemu nieobce jest uczucie ciepła na łydce wysoko nad przelotem.
Autor Brown Point'uje jedną z labackich ósemek b
[aparat trzymał Wojtek]
[aparat trzymał Wojtek]
środa, 7 maja 2014
sobota, 15 marca 2014
Malcolm, czyli jeszcze więcej Borzęty
To już będzie chyba ostatni raz w Borzęcie.
Uwaga zdjęcia z laptopa, więc właściwie nie wiadomo co się dzieje z kolorami !
piątek, 7 marca 2014
Więcej Borzęty. Więcej dziewcząt. Więcej skałki.
Co prawda dziewczę ścięło piękną grzywę, ale nadal nadzwyczaj nadobne jest.
Schabik na "Kombinacjach" niby 7C+
Uwaga zdjęcia z laptopa, więc właściwie nie wiadomo co się dzieje z kolorami (o ile można mówić o kolorach przy zdjęciu czarno białym) !
piątek, 21 lutego 2014
piątek, 14 lutego 2014
Aktywna Gosia
... na "Aktywnym Zagłówku" w Ciężkowicach.
Uwaga zdjęcia z laptopa, więc właściwie nie wiadomo co się dzieje z kolorami !
wtorek, 11 lutego 2014
Polska Hiszpania
Warun nas w tym roku rozpieszcza. Ci, którzy wydali miliony euro na zimowe wycieczki do ciepłych krajów mogą czuć się rozczarowani widząc, że na fejbuku zdjęcia z rozgrzanych skał wstawiają nie oni, a ci, którzy zostali na łonie Ojczyzny. Mimo wszystko zalegający tu i ówdzie śnieżek nie daje nam zapomnieć jaką mamy porę roku.
Uwaga zdjęcia z laptopa, więc właściwie nie wiadomo co się dzieje z kolorami !
poniedziałek, 6 stycznia 2014
Krawe sezonu początki ...
... czyli krwawa łaźnia pod Kamieniem Michniowskim.
Aura nadal nie atakuje nasz białym gównem sypiącym się z nieba. Warun do wspinania cały czas się utrzymuje. Co z tego wynika zarządzony został inaugurujący sezon 2014 wypad na Kamień. Poza ekipą z Warszawy powitały nas tam dziwne ślady. Jakby ktoś rozlał dwa litry soku malinowego na ścieżce i u podnóża skały. Początkowo zaintrygowana ekipa straciła zainteresowanie tematem razem z pierwszym dotknięciem zimnej skały. Dopiero po jakimś czasie sokole oko wypatrzyło truchło dzika leżące w dolince. Biedak miał niezłego pecha. W całym, wielkim lesie jest tylko tych kilka kamyków skupionych wokół naszej ulubionej pochylni, a dzik - gapa musiał nie zauważyć kilkumetrowego urwiska i wykonał skok na tamten świat. Udało mu się jeszcze przejść kawałek w dół zbocza nim wyzionął ducha.
A i zdjęcia z wycieczki wyszły raczej mało urzekająco.
[dzika fotografował Marcin Berger]
Chryzantemy, Podkarpacie, browar, wóda i K2
Gdy dramatu świątecznego nastąpił kres, a pogoda za oknami bardziej przypominała wczesną wiosnę niż standardową grudniową zadymkę i mróz, grzechem było by nie pomacać kamienia.
Szybka lustracja akceptowalnych, dla biednej, wspinaczkowej kieszeni, opcji wycieczki:
- Adamów/Kamień - znane do zarzygu
- Jura - niby spoko, ale uchwyty troszkę małe
- Dacza Muppeta - zbyt daleko
- Ciężki/Muchówki/Borzęta - jakoś bez entuzjazmu
Zostają dawno nie odwiedzane Prządeczki. Odbieramy więc magiczną Volvinę Kalora od czarodzieja, który w sobie tylko znany sposób przywrócił jej funkcjonalność i ruszamy na Podkarpacie.
Kolejne dwa dni mijają nam na alpinizmie nieskopiennym na Strzelnicy. Spotykamy tam kilka podkarpackich znakomitości ze słynnym Słabym Adamem i Grubym Jackiem na czele. Kalor zdradza swoje ideały i po raz pierwszy od lat przywiązuje się do liny. Owocuje to przejściem RP drogi "Seksmisja" VI.4. To pierwsza tak trudna droga poprowadzona przez Kalora od niepamiętnych czasów, a fakt ów powoduje, że otoczony zostaje kręgiem pogardy ze strony wszystkich zatwardziałych, kotłownianych bulderowców.
Gruby Jacek podczas prób na drodze "Podstawowy Kurs Języka" VI.6
Chryzantemy, Podkarpacie, browar, wóda i K2
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























