czwartek, 10 września 2009

poniedziałek, 7 września 2009

piątek, 4 września 2009

Kącik poezji

 
 
Ten kto wszędzie nosi frienda,
Choć przy rysie ringi będą.
Ten co mieni się elitą,
Się zamienił na mózg z pytą.
 
 

czwartek, 3 września 2009

Wykień - polskie Indian Creek

Mimo niezłej chamówy odpierdzielonej przez część ekipy, rekonesansowy wyjazd do podkieleckiego Wyknia można zaliczyć do udanych. Przez chwilę można było poczuć się jak w hamerykańskich rysach. Miękkiej gry nie było, a i z faka ciężko było przydrzeć ;)


Burdzan na drodze o nazwie, nomen omen, "Rysa". Wycena - sześć :)

wtorek, 1 września 2009

Pogrom Entów

W końcu ktoś poszedł po rozum do głowy i zaordynował wycinkę zielonego gówna z Góry Zborów. Po kilkudziesięciu latach znów zaczyna być widać skałki z Podlesic, a nie tylko zakrzaczone wzgórze i Wielbłąda z betonowym słupem na szczycie. 

Narazie wygląda to jak krajobraz po przejściu frontu spod Verdun, ale na wiosnę będzie pięknie :)

Choć wycinka ujawniła też pewne minusy tego miejsca. Za potrzebą trzeba będzie się przespacerować niezły kawałek w najbliższe krzaczki, ale przede wszystkim z dalszej perspektywy skałki Zborowa okazują się nieźle małymi, połogimi parchami. Aż śmiać się chce, że jeszcze niedawno przechodziło się pod Murzem Wyklętych z zapartym tchem. Ot taki niski murek jakich pełno na Jurze.

Diengi

Zawsze miałem problem z organizacją większej ilości monet ;)



Dzień jak co dzień


niedziela, 30 sierpnia 2009

Championnat du Monde d'Escalade

Ola eR ze Skarpy została mistrzynią świata w bieganiu w pionie.

Szczere gratulacje i życzenia dalszych sukcesów w tej jakże wymagającej dyscyplinie, jak również we wspinaniu.

Nic więcej nie piszę, bo tylko szydera z biegania w pionie przychodzi mi do głowy ;)

środa, 12 sierpnia 2009

Za owocny weekend ...

... jedni wodą mineralną, inni sokiem z winogron. Obie metody poskutkowały :)

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Urban Highline

Tego weekendu w Lublinie powiało grozą. Trójka śmiałków (Janek Gałek, Damian Czermak oraz Faith Dickey z USA) próbowało przedostać się z budynku urzędu miasta do biurowca urzędu marszałkowskiego. Niby nic w tym dziwnego i trudnego, ot jeno przejść przez ulicę i już. Ale oni nie chcieli iść na łatwiznę. Postanowili przemaszerować 40 metrów nad ziemią  ponad piędziesięciometrowy dystans dzielący oba obiekty po zaledwie trzycentymetrowej szerokości tasiemce. Niestety się nie udało się dostać tą drogą w "gościnne" progi marszałkowskiego biurowca, choć było całkiem blisko. Mimo to i tak miło było popatrzeć na te próby (a w szczególności "loty" w czeluść), choć zdecydowanie zabrakło dynamiki i akcji, by zatrzymać na dłużej publiczność zgromadzoną na ulicy Lubomelskiej.
Wsześniej na skwerku nieopodal można było spróbować swoich sił na slack'u rozwieszonym nisko nad ziemią oraz drugim rozpiętym wyżej, między drzewami. Były pokazy iście cyrkowych sztuczek i spektakularne  "loty" po straceniu równowagi.


Publika i arena zmagań.


Damian.


Faith.




Janek.


A było tak blisko.


Pierwsze próby na high-line.


Faith.


'Gumiś' trenuje slackowe triki.

Oh Caroline !

Karolina, przyszła pani Imperatorowa, ciśnie 'Czarcie Harce' VI.2 na Okienniku Wlk. 

Świetna 35cio metrowa droga, która została przywrócona do "używalności" po akcji wymiany asekuracji na całym Okienniku. A jeśli już o wymianie ringów mowa, to trzeba złożyć wielkie podziękowania prezesowi 'Naszych Skał' - Włodkowi aka. Jacoosiowi, który wyszystko koordynował, a przede wszystkim odwalił największą część roboty. Dziękówa :)

'Zapraszam wszystkich do ...

... ciężkiej pracy.'

poniedziałek, 27 lipca 2009

Czy to świetlana przyszłość, ku której podążamy ?




PS. Jeżeli robienie zdjęć ślubnych znajomym to trauma, to czym musi być robienie ślubniaków obcym ludziom ...

niedziela, 26 lipca 2009

Jeszcze jedna łyżeczka za wysoką cyferkę





Geriatryczny trip

Rozumiem, nie każdy musi mieć codziennie fazę na wspin. Ale przegięciem jest jechać 300 kilometrów, że by przez dwa dni za wszelką cenę unikać wspinania ... Najpierw trzeba się wyspać, później śniadanko, kawka, kupka, kawka, no i pada - więc nie da się wspinać ... no ale trzeba coś zapozorować koło południa ... ale na szczęście w skałkach będzie na pewno będzie: za moroko, za gorąco, za zimno, zbyt wietrznie, tłoczno, pusto, albo doapdnie nas głód i już można uciekać. Obiadek, drzemka, kawka ... no i już w sumie tak późno, więc nie ma sensu iść się wspinać ... Nie ma to jak siedzenie na kwaterze w Podlesicach, gdy za oknem świeci słonko ... CZAAAAD !


poniedziałek, 20 lipca 2009

Foto-blaza


Postępujące uwstecznienie... blaza ... i apararat zarastający pajęczynami ...

Kasia pobierająca 'Warszawskie Lekcje' VI.4
 
 

Parapetówka






Chyba dolali mi coś do soczku, bo były problemy z utrzymaniem aparatu. Stąd mierność jakościowa i ilościowa materiału ;)