Bif i Banan nalegali by usunąć zdjęcie z gołą dupą. Mam słaby charakter i uległem ;) Jednak gdyby ktoś chciał plakat z gołą dupą Bifa i Bananem wsadzającym do tejże nos, proszę o kontakt. Przyślę w pełnej rozdzielczości ;)
Kolejny raz nie udało mi się przetransportować swojej osoby w jakiekolwiek okolice obdarzone kamieniem wystającym ponad poziom gruntu. Niestety z perspektywy Lublina wkręcenie się we wspinactwo jest najgorszym z możliwych wyborów. Już lepeiej było się zabrać za żaglówki, albo wędkarstwo, czy może żużel, a nie w każdy wolny weekend toczyć się 4 godziny w jedną stronę do Podlesiowa albo jeszcze dalej. A już w lecie to całkiem masakra jest. Wszyscy prawdziwi wspinacze pojawią się dopiero na ścianie z nastaniem jesiennych chłodów, bo jeszcze przypadkiem ktoś będzie ich chciał w skałki wyciągnąć. A tak jesienią/zimą zawsze jest wymówka, a to za zimno, za morkto, dzień za ktrótki, itd. I jeszcze na dodatek osły z PKP zlikwidowały popołudniowy pociąg do Zawiercia. No i co ? I chuj ... cóż zrobić, wspinać się trzeba.
Lubycza Królewska, nadzwyczaj urokliwa miejscowość nad granicą z Ukariną, raczej nie kojarzona dotąd ze wspinaniem. Jednak podczas naszej małej wyprawy przemytniczej odkryliśmy niesamowite możliwości wspinaczkowe. Ciężkowice, Hejsza, Zimny Dół, Kusięta ... to już przeszłość, teraz kto żyw jeździ na baldy na Wschód.
Tego dzionka ponoć narodziła nam się fotografia. Nieco wcześniej bo 9 stycznia, nijaki Louis Jacques Daguerre zademonstrował Akademii Francuskiej zdjęcie fotograficzne otrzymane na warstewce jodku srebra, powstałej w wyniku działania pary jodu na wypolerowaną płytę miedzianą pokrytą srebrem. Patent na te technikę zakupił rząd francuski i właśnie 19 sierpnia tego samego roku ogłosił wynalazek "wolny dla całego świata". Pierwszą fotką było coś takiego:
Pierwsza trwała odbitka - Nicephore Niepce, 1826
Niezbyt to wyraźne, ale zważywszy, że kolega Nicephore Niepce naświetlał to zdjęcie 8 godzin na wypolerowanej płytce cynowej pokrytej asfaltem syryjskim to całkiem nieźle.
Jako, że wyjazd do kultowego Podlesicowa nie doszedł do skutku, nie pozostało nam nic innego jak udać się na kielecczyznę w poszukiwaniu kamiennego raju utraconego. Po nieco trikowym zapakowaniu do karolowego Balerona zapadliśmy w leśne odstępy.
Aura raczej nie rozpieszczała, lawa lejąca się z nieba odbierała resztki ochoty do macania kamienia. Część ekipy postanowiła przewentylować swe płuca oparami ze spalanych roślin zielnych, co zaowocowało wizją subtelnej bańki, póżniej ochrzczonej 'Wentylator'. Słowo ciałem się stało i rozpoczęliśmy wspinactwo.
Przy piwku postanowiliśmy z Bąblem oduczyć Grubego Bancia spóźnialstwa. Plan wprowadziliśmy w życie dnia następnego rano, spóźniając się półtorej godziny na zwiedzanie masztu oświetleniowego przy stadionie Górnika. Za karę musieliśmy przerzucać żelazny złom.
Momentami było strasznie, ale mieliśmy kaski i sznury.
Po ciężkiej drodze na górę i na dół trzeba było trochę odpocząć.