Bodzio szykuje się do lekkiego rozruchu na 8c w Mamutowej ...
... i Mistrz w akcji.
Nowa Huta
"Będę chińskim maharadżą, jak to zrobisz!"
usłyszał, popijający lekko słodkawe 'Wino Ojcowskie', Szalony Piotruś z ust Rica pewnego letniego dnia 1984 roku.
Ja też chcę zostać Chińskim Maharadżą !
Nie to żebym był jakimś fanem ideii socjalizmu, ale plakat bardzo mi się spodobał.
Chirac, Aznar, Berlusconi, Bush i Kaczyński jako postrach katalnońskich socjalistów.
To był całkiem owocny weekend.
Alicja prowadzi 'Obywatela Scurvy Wprost' VI.3+/4.
Ja, po latach, zrobiłem wynik na drodze tuż obok :)


Biedny aparacik przjechał już tej wiosny ze dwa tysiące kilometrów i nawet nie miał okazji odetchnąć świeżym powietrzem. Nie mogłem już się nad nim więcej znęcać i wyprowadziłem go na spacer. Padło na podkielecką Stokówkę.
Był trochę onieśmielony nowym sezonem w skałkach. Wbrew zdrowemu rozsądkowi koniecznie chciał robić zdjęcia w samo południe i to w dodatku pod słońce, ale koniec końców jakoś dał radę i poradził sobie z ekstremalnymi warunkami i ekstremalną wspinaczką po VI.1
Pogoda w końcu na chwilkę odpuściła i z lekką niepewnością postanowiliśmy ruszyć pomacać jakiś kamień. Bojowa ekipa w składzie Kalor, Pączek, Głowa i ja ruszyła w kierunku świętokrzyskich głazów. Dla Pączka nie dość, że była to inauguracja tegorocznego sezonu w skałkach to jeszcze pierwszy wspin od dziesięciu miesięcy. Czyżby dostał zakaz stadionowy ? Tym bardziej, że dzisiaj grał Motor.
Mimo, że całą drogę z Koziego Grodu waliło z nieba żabami, to 'polskie Fontainebleau' przywitało nas słoneczkiem i błękitnym niebem. Daliśmy jakiś czas kamieniom podeschnąć, a przy okazji odkopaliśmy kilka nowych bulderków. Padły nietrudne standardy, a Kalor zozwiązał nowy problem na kamieniu pod linią energetyczną.
Tureccy tirowcy to mistrzowie logistyki. Potrafią załadować to co u nas było by na trzech ciężarówkach na jedną, elegancko opakować ładunek płachtami i linami i jeszcze na trzypasmowej autostradzie wyprzedzać się po wszystkich pasach.
Udało nam się przyłapać jednego podczas rozładunku.
Dzięki Allahowi trafiliśmy do raju.
"Welcome in climbers paradise" - tak powitał nas Tomas, właściciel campu. Miał rację :)
Ściany ciągną się kilometrami. Z campu idzie się aż 120 sekund w najbliższe sektory. Kaloryfery, przewieszenia, klamy, krawądki, ściski i techniczne połogości. Można tam znaleźć to czego się tylko zapragnie. Orgia wspinaczkowa.