Wspinaliśmy się na drogach na "tarasach" Lechwora, gdy pojawił się Tony. Na moją prośbę o asekurację stwierdził, że musi skoczyć tylko na dół po uprząż. Po jakiejś chwili zza naszych pleców dobiegł głos Tonego: "Gotowy ?" Po czym pojawił się sam Tony wychodząc szóstkową 'Rysą Momatiuka' na żywca, bo jak stwierdził nie chciało mu się iść na około :)

I jeszcze Kuba na drodze 'Starsi Panowie Dwaj'.

Cóż ... życie w Camperze ma pewne plusy.
Camper - Rzędkowice 2 minuty.
Camper - Okiennik 5 minut.
Camper - Podzamcze 15 minut.
Ale już:
Lublin - Rzędkowice 4 godziny 17 minut.
Lublin - Okiennik 4 godziny 19 minut.
Lublin - Podzamcze 4 godziny 26 minut.

Koleżanka z Tychów na 'Krakowskim Spleenie' w Podzamczu.
Moje najskrytsze mażenia się spełniły i mogłem zobaczyć na żywo JOPRowców w akcji. Ba ! W akcji uczestniczył sam poseł VdC.
Dziewczynka z wycieczki szkolnej wykopyrtneła się na kamerdolcach G. Zborów, a że miała ostatnio coś krojone w kolanie, pan ratownik medyczny Cziken zaordynował wezwanie Jajcarzy celem sprowadzenia nieszczęśnicy na dół.
Po niecałej półgodzinie usłyszeliśmy warkot silnika i pierwsze kolorowe postacie jęły się pojawiać na horyzoncie.
Nieśpiesznie zapakowali dziewcze w szyny i nosze, po czym oddalili się ku swej bazie.




Ed Mizera walczy na najtrudniejszym VI.5+ w Polsce - 'Charitce'
Pani Mandecka i Pan Golański biciem i groźbami zmusili mnie do napisania jeszcze jednej relacji ze święta miłośników żywicy epoksydowej. Z braku nowego materiału na bloga pozwolę sobie ją przytoczyć:
Gdy osiem lat temu „Banan” rzucił hasło zorganizowania Lubelskiego Festiwalu Bulderowego, nikt nawet w najśmielszych marzeniach nie spodziewał się, że BoulderFest rozrośnie się do takich rozmiarów i będzie się cieszył taką (oczywiście zasłużoną) renomą. W tegorocznych zmaganiach wzięło udział niemal 300 osób z całej Polski (i nie tylko) i choć do zawodów w Katowicach trochę zabrakło, to i to się nadrobi.
W rundzie eliminacyjnej do pokonania było dziewiętnaście fikuśnych bulderów przygotowanych przez niezawodnego Łukasza Müllera i jego pomocnika Robsona. Panowie chętni na niedzielne dożynki w finale mogli sobie pozwolić na niezaliczenie tylko jednego topu i ostatecznie rano do zmagań stanęło siedemnastu (a właściwie to szesnastu, jako że „Wawa” się skontuzjował), w większości wymęczonych całonocną imprezą, zawodników. Pań w finale wystartować miało dwanaście, jednak, podobnie jak w przypadku panów, jedna zawodniczka wycofała się z powodu kontuzji. Szkoda, że była to nasza lokalna gwiazda- Monika Prokopiuk.
W finale czekały na człopców i dziewczynki po trzy dość długie bulderki, gdzie każdy chwyt był punktowany. Walka w formule fleszowej trwała do ostatnich minut i niemal w ostatniej minucie zdecydowało się, kto stanie na najwyższym stopniu podium. Dwoma ruchami na bulderze w masywnym przewieszeniu zwycięztwo zapewnił sobie Łukasz Dudek. Następne miejsca niestety były ex equo, a wymęczeni eliminacjami, finałami i imprezą chłopcy stwierdzili, że nie mają już sił na superfinał. Wśród dziewczynek niewątpliwą supremację pokazała Królowa Kinga, deklasując pozostałe zawodniczki.
Dziękujemy wszystkim przybyłym, kibicom oraz organizatorom, którzy włożyli w zawody ogrom pracy. No i oczywiście sponsorom i patronom bez których organizacja tak dużych zawodów byłaby niemożliwa.
[więcej na: www.redpoint.pl]
No i oczywiście ilustracja musi być :)

Pan Żółw w finale.
fot. Śruba
Wiedzieliście, że piramida Cheopsa stoi praktycznie w środku miasta.
Tak jak by wsiąść na przykład w autobus 57 i za pięć przystanków już się jest na miejscu :)